logo SSZW ostatnich dniach w mediach pojawiło się wiele rozważań na temat startów w żużlu, "wstrzeliwywania się", pełzania, nieprawidłowych startów. Nie wchodząc w polemikę z tymi publikacjami chcieliśmy tylko zwrócić uwagę na szerszy kontekst sprawy. Podobny problem czasu reakcji na sygnał startowy występuje także na przykład w biegach sprinterskich czy w pływaniu. W dyscyplinach tych stwierdzono, że nie da się ocenić, czy doszło do falstartu za pomocą wzroku i powtórek w zwolnionym tempie. Zainstalowano odpowiednie czujniki reagujące na zmianę nacisku stopy na bloki startowe i za falstart uznaje się każdy przypadek, gdy ten nacisk zmniejsza się w czasie krótszym od wystrzału niż określony limit. Tego rodzaju reakcji nie da się zobaczyć (czyli często powtarzane stwierdzenie "zawodnik się nie ruszał" nie jest decydujące), bo wszystko dzieje się zbyt szybko. Żużlowcy mają często bardzo podobne do sprinterów czasy reakcji, w dodatku potrafią "antycypować", czyli przewidzieć moment zwolnienia taśmy. Do tego dochodzą jeszcze opóźnienia między naciśnięciem guzika przez sędziego a zwolnieniem zamków maszyny startowej, wynikające z konstrukcji i odległości. Wszystkie te czynniki powodują, że zagadnienie "lotnych startów" wymaga głębszej analizy. Trzeba bowiem z jednej strony wziąć pod uwagę predyspozycje zawodników, z drugiej zaś unikać wyścigów rozstrzygających się na pierwszych metrach po starcie, gdy zawodnik jest natychmiast o długość motocykla czy więcej od pozostałych.